„Bez precedensu w dziejach ludzkości”. Wielka deportacja z getta warszawskiego oczami Abrahama Lewina

79 lat temu Niemcy rozpoczęli wielką deportację mieszkańców getta warszawskiego do obozu zagłady Treblinka II. 300 tysięcy Żydów zostało poprowadzonych na śmierć. Straszliwe wydarzenia w Warszawie opisywał w Dzienniku Abraham Lewin, nauczyciel, pisarz, członek grupy Oneg Szabat.

Możliwe, że nasze getto ominęła totalna rzeź à la Wilno, Lwów, na razie obeszło się małymi morderstwami (maksymalnie 110 ofiar za jednym razem) właśnie dzięki wytężonej żydowskiej pracy w gettowych szopach. Możliwe, że to powstrzymuje tutejszą władzę niemiecką od radykalnego rozwiązania kwestii żydowskiej w getcie. Opowiedziano mi, że pewien niemiecki właściciel szopu jednego tygodnia, kiedy nad gettem szybowały skrzydła anioła śmierci, powiedział do swoich żydowskich robotników: „Hast kein Angst. Die, welche arbeiten für uns Deutsche, werden die Letzten erschossen” [„Nie bójcie się. Ci, którzy pracują dla nas Niemców, zostaną rozstrzelani jako ostatni”].[1]

Abraham Lewin z córką Orą. Zbiory Ghetto Fighters’ House

Powyższe słowa zapisał Abraham Lewin w swoim dzienniku 8 lipca 1942 r. Getto warszawskie istniało już od ponad półtora roku. Żydzi wiedzieli, że w innych miastach doszło do masowych rozstrzeliwań i wywózek, ale wielu wciąż łudziło się, że praca przymusowa w niemieckich zakładach pracy, „szopach”, ocali ich przed śmiercią.

Sam Lewin żywił nadzieję na cudowne wydarzenie, które odmieniłoby los Żydów. „Kiedy pojawi się jutrzenka nowego początku, tego tak gorąco upragnionego i wytęsknionego zbawienia świata?” [2] – pisał 7 lipca.

Getto warszawskie. Wielka Akcja Likwidacyjna, Żydzi zapędzani przez żołnierzy niemieckich do wagonów jadących do Treblinki. Zbiory ŻIH

Dwa tygodnie później w getcie rozpoczęła się akcja likwidacyjna, oficjalnie nazywana przez Niemców „przesiedleniem na wschód”. Wielu Żydów było już tak wyniszczonych przez choroby, udrękę przeludnienia, a zwłaszcza głód, że dobrowolnie szło na miejsce wywózki – Umschlagplatz, plac przeładunkowy. Tym, którzy wchodzili do pociągów, Niemcy obiecywali 3 kg chleba i 1 kg marmolady[3]. „Wrzucają do wagonów bochenki chleba. Pierwsi łapią nawet dwa, trzy bochenki, inni pozostają całkiem bez chleba”[4]. Niektórzy otrzymywali chleb, ale wszyscy w przepełnionych bydlęcych wagonach jechali do komór gazowych nowo wybudowanego obozu zagłady Treblinka, położonego 80 km na północny wschód od Warszawy.

„Przerwali łapankę o godzinie trzeciej. Jak się Żydzi starają uratować? Fikcyjne zaślubiny z policjantami. Guta [siostra Lewina – red.] poślubiła brata swego męża”[5] – notował Lewin 24 lipca. Żony i dzieci członków Służby Porządkowej były początkowo wyłączone z deportacji.

Straszne wiadomości o planach Niemców. Okazuje się, że zamierzają zgładzić oni 250 000 Żydów. Dotychczas – 53 000. (…) Hitlerowcy dziękują żydowskiej policji za jej „owocną pracę”. Powiadają, że posłużą się oni policją i w innych miejscowościach. (…) Do tej pory ośmiu żydowskich policjantów popełniło samobójstwo.[6]

– pisał Lewin 29 lipca.

Niemiecka prasa pisała, że doniesienia o masowym mordzie w Warszawie są fałszywe, bo film nakręcony na wiosnę 1942 r. w getcie pokazuje, że wielu Żydów żyje w dobrych warunkach[7].

Dziś jest dwudziesty szósty dzień „akcji”, która toczy się nadal. – pisał Lewin 16 sierpnia, po tym, jak wywieziono jego żonę. – Jej groza i rozjuszone bestialstwo są bez precedensu w dziejach ludzkości. Nie dorównuje im nawet legenda o faraonie i jego rozkazie, żeby topiono w rzece każdego noworodka. Ludzie, którzy wrócili z Umschlagplatzu, opowiedzieli, że zwolnili złapane wczoraj w szopach kobiety, jeżeli złożyły w ofierze swe dzieci. Niestety, wiele kobiet uratowało się w ten sposób: oddały swe dzieci w wieku od trzech do dwunastu, czternastu lat.

Jakież to dla nas bolesne i tragiczne. Kobiety posiadające dokumenty – zwalniali. Nie zwalniali kobiet z dzieckiem na ręku lub przy boku. Nienasycony jest Niemców głód krwi żydowskiej. Nieokiełznana jest ich żądza krwi. Przyszłe pokolenia nie dadzą wiary. A taka przecież jest straszna prawda, naga prawda, bez żadnej koloryzacji, gorzka i okropna prawda. Żydowskim policjantom rozkazano dziś, aby każdy z nich dostarczył 5 ludzi do wysiedlenia. Jest 2000 policjantów, a zatem powinni oni dostarczyć 10 000 ofiar. Jeśli nie spełnią rozkazu, czeka na nich kara śmierci. (…) Znów doszły mnie wieści o listach, które nadeszły jakoby od wysiedlonych. Ponoć pracują w okręgu siedleckim i nieźle się im powodzi.[8]

Do 21 września Treblinka pochłonęła około 300 tysięcy ofiar. W Warszawie pozostało getto szczątkowe, opustoszałe ulice i około 60 tysięcy Żydów. Sam Lewin został zamordowany podczas kolejnej deportacji, w styczniu 1943 r.

Dziennik Lewina przetrwał w podziemnym Archiwum Ringelbluma.
Na Marsz Pamięci 22 Lipca 2021, poświęcony nauczycielom i nauczycielkom z getta warszawskiego,
przygotowaliśmy audiobook czytany przez Jerzego Radziwiłowicza. Dowiedz się więcej

Autor:
Przemysław Batorski
Przypisy:
[1] Abraham Lewin, Dziennik, oprac. Katarzyna Person, tłum. Adam Rutkowski, Magdalena Siek, Gennady Kulikov, Wydawnictwo Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma, Warszawa 2016, s. 158-159. Pisownia została w niektórych fragmentach uproszczona.
[2] Tamże, s. 156.
[3] Tamże, s. 177.
[4] Tamże, s. 178.
[5] Tamże, s. 171.
[6] Tamże, s. 177.
[7] Tamże, s. 179-180.
[8] Tamże, s. 195.