Jakub Zylberberg

Filozof, pedagog i nauczyciel związany z lewicą. Do Archiwum przekazywał teksty o szkolnictwie pisane przez różnych autorów. Największym jego autorskim wkładem w zbiory Archiwum było napisane w jidysz wnikliwe studium o wojennych losach nauczycieli i młodzieży z żydowskich szkół w Warszawie. Nie wiadomo, jak i kiedy zginął.

Jakub (Jankiel) Zylberberg urodził się ok. 1904 r. Przed wojną był nauczycielem w szkole powszechnej, działał w zrzeszeniu zawodowym nauczycieli. Związany z syjonistyczną partią pracy Hitachdut (hebr. związek), był zwolennikiem idei budowy życia żydowskiego w Palestynie, którego podstawą miało być wykształcenie, szczególnie zawodowe, zdobyte w diasporze.

W Archiwum zachował się jego formularz osobowy. Wiemy, że mieszkał przy ul. Nowolipie 21 m. 5, miał 35 lat (w 1940-1941 r.), był żonaty. Pracował jako nauczyciel w szkole powszechnej nr 138, działał również w zrzeszeniu zawodowym nauczycieli. Od 10 grudnia 1939 r. pracował ochotniczo w sekcji odzieżowej Centosu. W trakcie akcji wysiedleńczej latem 1942 roku pracował przy specjalnej akcji dożywiania.

po prawej: Jakub Zylberberg, opracowanie „Szkolnictwo” / Archiwum Ringelbluma

„Praca nauczycielska w getcie jest zajęciem bodaj najbardziej sympatycznym, twórczym i przynosi najwięcej satysfakcji”

Fragmenty opracowania Szkolnictwo, które do Archiwum Ringelbluma przekazał Jakub Zylberberg

W roku 1939 po bombardowaniu, w listopadzie na kilkanaście dni zostały otwarte wszystkie szkoły przedwojenne, lecz zaraz władze je zamknęły. Od tego czasu do jesieni roku 1941 nie było żadnych oficjalnych szkół żydowskich. (…)

Ale mało tego: brak podręczników to dość ważna przeszkoda, ale i na tym polu można sobie dać radę, bo jedną książką posługuje się kilka czy kilkanaście osób, a w wyborze podręczników nikt nie jest wybredny, używa się takich jakie są, a więc stare, niestosowne do programu, przestarzałe, muszą starczyć. A w ostateczności sam wykład nauczyciela zastępuje podręcznik.

Na wiosnę roku 1941 za zezwoleniem Gminy lub pod jej egidą zaczęły powstawać różnego rodzaju kursy zawodowe, średnie, półwyższe i wyższe, a wszystkie bez wyjątku cieszą się wielką frekwencją i to od początku ich istnienia, a wreszcie od jesieni roku 1941 otwarte szkoły gminne powszechne są istnym dobrodziejstwem dla dziatwy, źródłem nie tylko wiedzy, ale i ciepła, radości, czystości, środowiska i… śniadań.

Dzieci chętnych jest tysiące, garną się nie tylko do ciepłych śniadań, ogrzanych klas, ale i do otoczenia, chcą się oderwać od zmory domowego nastroju, szukają nauki, przyjaciół, kolegów, zabawy, rozrywki, wytchnienia, kształcenia, środowiska własnego. Opłata maksymalna wynosi 10 złotych miesięcznie, ale większość jej nie uiszcza, płaci połowę lub mniej albo nic. Śniadania (herbata, chleb z marmoladą) są codziennie wydawane wszystkim dzieciom (…)

Najważniejsze jest to, że atmosfera w szkołach jest wyjątkowo sympatyczna, szczera i to tak ze strony dzieci, jak i nauczycieli. Praca nauczycielska w getcie jest zajęciem bodaj najbardziej sympatycznym, twórczym i przynosi najwięcej satysfakcji. Stosunki wzajemne między wychowawcami a wychowankami nie są psute żadną oficjalną formalistyką, szczerość i serdeczność, entuzjazm w pracy nauczyciela i ucznia to pewne, niewątpliwe zjawiska, pocieszające na tle ogólnego rozwydrzenia i rezygnacji.

Cóż daje komplet? Przede wszystkim naukę. Ale cele kompletów są również praktyczne. Jest nadzieja mianowicie – złudzenie, perspektywa, pewność – nie wiadomo – że po wojnie komplety te będą uznane za równoznaczne z gimnazjami i liceami.

zdjęcie „W szkółce”, getto warszawskie / Archiwum Ringelbluma

Lekcja jest przeciętnie czterdziestominutowa (przed wojną trwała 45 minut), zwykle 2 godziny danego przedmiotu są złączone ze sobą. Przeciętnie: język polski, historię, matematykę, język łaciński i obcy ma uczeń 2 godziny w tygodniu, a fizykę, przyrodę, geografię 1,5–2 godzin.

Ponieważ nauka odbywa się w mieszkaniach prywatnych uczniów i nauczycieli, odpada sprawa lokalu. Komplety są tajne, nieoficjalne, choć władze niemieckie o nich dobrze wiedzą i na razie je tolerują. Gdyby chciały, uniemożliwiłyby wszystkie komplety w ciągu jednego dnia. (…) młodzież uczęszcza na te lekcje codziennie gdzie indziej, w gorszych lub lepszych warunkach, zwykle w ciemnych pokojach, nierzadko w obecności innych lokatorów.

Praktyka udowodniła, że nauczyciel, aby był normalnie przez dzień po pracy wypoczęty i niewyjałowiony, może 4, maksimum 5 godzin dziennie pracować. Tymczasem, aby utrzymać siebie i rodzinę, musi dziś (maj 1942 roku) zarobić przynajmniej 1000 złotych. Aby tę sumę uzyskać, musi pracować 8 godzin dziennie, co oznacza zajęcie na 8 do 10 godzin. Ale nie wszystkie lekcje są tak „dobrze” płatne, bo bierze się wszystkie, co popadły, więc pracuje się 10 i 12 godzin i często nawet przez 7 dni w tygodniu. Ale ilu jest takich szczęśliwców, co mają 8 godzin dziennie.

Ponieważ nie ma tu żadnych sankcji, ochrony dyplomów, prawa praktyki etc., więc zjawiają się różni samozwańczy szalbierze, którzy powołują się na rzekome dwa fakultety ukończone, na praktykę „profesorską” na jakichś kursach uniwersyteckich etc., w jakiś tajemniczy sposób od września 1939 roku uzyskali tytuły doktorów filozofii, inżynierów etc. Taka domowa sława na swoim podwórku, domu czy nawet ulicy uzyskuje monopol na lekcje, a przy pewnym sprycie i obrotności powodzenie zyskują oni bardzo łatwo.

A że nie są w kontakcie z innymi kompletami, nie znają programów lub poszczególnych przedmiotów, więc po prostu oszukują, wprowadzają w błąd rodziców i uczniów, twierdząc, że przygotowują kurs danej klasy. Ale jeżeli np. nie znają łaciny, przyrody, gramatyki czy np. trygonometrii, to ci doktorzy wszechnauk po prostu opuszczają te przedmioty i informują, że zostały skasowane przez władze szkolne w ostatnich reformach. [1]

Odwołując się do doświadczenia Zylberberga w pracy na rzecz dzieci przed wojną i zaangażowania w kwestię odbudowy szkół w getcie, w Oneg Szabat powierzono mu sprawy szkolnictwa. Zylberberg przekazywał do Archiwum teksty o szkolnictwie pisane przez różnych autorów. Według notatki Hersza Wassera, to on przekazał do „Oneg Szabat” opracowanie „Szkolnictwo” nieznanego autora, spisane ręką Stanisława Różyckiego, a także prace Mariana Małowista o młodzieży polskiej i żydowskiej przed wojną i podczas okupacji.

Największym autorskim wkładem Zylberberga w zbiory Archiwum było napisane w jidysz wnikliwe studium „Środowisko nauczycielskie i młodzież szkolna z publicznego szkolnictwa powszechnego dla żydowskich dzieci w Warszawie (szabasówki) podczas wojny”. Pisał w nim:

Jako członek grupy nauczycieli, która służy jako przedmiot tych badań i opracowań, brałem udział w wielu przedsięwzięciach i aktywnie uczestniczyłem zarówno w sprawach organizacyjnych, jak i ideologicznych. Pomimo to próbuję postawić sobie za cel zdiagnozowanie działalności i pracy żydowskiego nauczyciela szkoły publicznej w sposób jak najbliższy prawdy. (…) Podczas pisania tej pracy przyjmę postawę bardziej kronikarza niż historyka. [2]

W księdze kasowej Oneg Szabat jego nazwisko pojawiło się 11 razy, po raz 29 lipca 1942 r. Nie wiadomo, jak i kiedy zginął.

Autor: Anna Majchrowska
Ankieta personalna wypełniona przez Jakuba Zylberberga/ Archiwum Ringelbluma
Przypisy:
[1] Archiwum Ringelbluma, Getto warszawskie, cz. I, t. 33, red. Tadeusz Epsztein, Katarzyna Person, WUW, Warszawa 2016, s. 200-211.
[2] Tamże, s. 132.