Garstka straceńców w beznadziejnej walce. Powstanie w getcie warszawskim

19 kwietnia 1943 r. Niemcy weszli do getta warszawskiego. Powitał ich ogień powstańców, młodych ludzi z Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego. Świadkiem przygotowań i walk był twórca Podziemnego Archiwum Getta Warszawy, Emanuel Ringelblum.

 

Po wielkiej akcji deportacyjnej z lata 1942 r. w getcie warszawskim powstały dwie organizacje wojskowe – Żydowska Organizacja Bojowa, powołana przez członków partii lewicowych, reprezentujących syjonistów, komunistów i bundowców, i Żydowski Związek Wojskowy, organizacja członków partii prawicowych, mniejsza, ale znacznie lepiej uzbrojona. Chociaż nie utworzyły wspólnego dowództwa, uzgodniły podział sektorów do obrony.

Ulica Zamenhofa między Wołyńską a Miłą, widok w kierunku północnym: Zamenhofa 29 (fragment po lewej), Zamenhofa 31 i Zamenhofa 33 róg Miła 31/ Raport Stroopa

Ocalali z poprzednich akcji likwidacyjnych z lata 1942 i stycznia 1943 r. członkowie grupy „Oneg Szabat” angażowali się w pomoc ŻOB. Emanuel Ringelblum, Szmuel Winter, Icchak Giterman, Menachem Mendel Kohn, Aleksander Landau i inni dołączyli do komitetu, który zbierał pieniądze dla Organizacji.

Płonące getto warszawskie / Zbiory ŻIH

Na kilka dni przed akcją zwiedziłem skoszarowany punkt bojowy OB – napisał Ringelblum. – Był to dwupokojowy lokal z kuchnią przy ul. Świętojerskiej nr 32, o trzy piętra niżej znajdowała się „wacha” niemieckiego Werkschutzu [straży fabrycznej]. W lokalu przebywało dniem i nocą 10 ludzi, zdecydowanych na wszystko. Broń była na miejscu. Bojowcom nie wolno było opuszczać lokalu, pożywienie otrzymywali na miejscu. Wejście do lokalu prowadziło przez strychy sąsiednich domów, do drzwi pukano w umówiony sposób. Trzy bojowczynie obecne w mieszkaniu przygotowywały posiłki i wykonywały rozmaite niebezpieczne misje i zlecenia OB. Dyscyplina i porządek były wzorowe. Grupa ta podlegająca wpływom Poalej Syjon Lewicy miała w swym bilansie szereg udanych akcji ekspropriacyjnych (tzw. eksów) na rzecz uzbrojenia getta itd [1]

OB, nielegalny rząd getta, czyniła energiczne przygotowania do obrony. Terrorem zdobywano znaczne środki finansowe od dorobkiewiczów wojennych, od których dobrowolnie nie można było uzyskać grosza. Opornych lub ich rodziny zatrzymywano w biały dzień i przetrzymywano w zakonspirowanych mieszkaniach do czasu wpłacenia daniny, idącej w dziesiątki, a czasami w setki tysięcy złotych. Wypowiedziano wojnę szpiclom, agentom Gestapo, sługusom pomagającym Niemcom w dziedzinie produkcji (…). [2]

Przed wybuchem powstania Ringelblum odwiedził też komendę ŻZW:

W tym samym też czasie obejrzałem arsenał broni ŻZW. Lokal mieścił się w niezamieszkanym domu, w tzw. dzikim domu przy ul. Muranowskiej 7, w 6-pokojowym lokalu na pierwszym piętrze. W pokoju kierownictwa było zainstalowane pierwszorzędne radio, przynoszące wiadomości z całego świata, obok stała maszyna do pisania. Kierownictwo ŻZW, z którym prowadziłem rozmowę przez kilka godzin, było uzbrojone w rewolwery zatknięte za pasem. W dużych salach były rozwieszone na wieszakach rozmaite rodzaje broni, a więc karabiny maszynowe ręczne, karabiny, rewolwery najrozmaitszego rodzaju, granaty ręczne, torby z amunicją, mundury niemieckie, intensywnie wyzyskane podczas akcji kwietniowej itp. W pokoju kierownictwa był wielki ruch, jak w prawdziwym sztabie armii, tu odbierano rozkazy dla skoszarowanych „punktów”, w których gromadzono i szkolono przyszłych bojowców. Nadchodziły raporty o dokonanych przez pojedyncze grupy ekspropriacjach u osób zamożnych na rzecz uzbrojenia ŻZW.

W czasie mojej obecności dokonano u byłego oficera armii polskiej zakupu broni na ćwierć miliona złotych, na co dano zaliczkę 50 000 zł, zakupiono dwa karabiny maszynowe po 40 000 zł każdy, większą ilość granatów ręcznych i bomb. Na moje pytanie, dlaczego lokal nie jest zakonspirowany, odpowiedziano mi, że nie ma obawy zdrady ze strony własnych adherentów, gdyby zaś zabłądził tam niepożądany przybysz, np. żandarm – żywy stamtąd nie wyjdzie.[3]

Z lewej: Mordechaj Anielewicz, dowódca ŻOB. Rysunek Abba Fenichela / Zbiory ŻIH

W kwietniu i maju 1943 r. zbrojny opór Niemcom stawiło kilkuset mieszkańców getta. Raport Jürgena Stroopa dowodzącego siłami niemieckimi podaje liczbę 56 065 osób zamordowanych na miejscu lub pojmanych i wywiezionych do obozów pracy lub do Treblinki.

Losy grupy Oneg Szabat

Spośród członków grupy Oneg Szabat podczas pierwszych dni powstania w getcie zginęli prawdopodobnie Izrael Lichtensztajn, jego żona Gela Seksztajn i ich córeczka Margolit. Od gazu zrzuconego do kanałów, którymi próbowali wydostać się z getta, zginął również Eliasz Gutkowski z żoną i synkiem. Zginął także Menachem Mendel Kohn, sekretarz grupy, który wielokrotnie ratował z opresji swoich przyjaciół. 3 maja Niemcy odkryli bunkier, w którym ukrywał się między innymi Szmuel Winter – gazem łzawiącym zmusili mieszkańców do wyjścia na zewnątrz, a potem odprowadzili na rozstrzelanie. Eliezer Lipe Bloch, działacz społeczny i przyjaciel Ringelbluma, został schwytany przez Niemców i wysłany do obozu pracy w Budzyniu pod Lublinem, a potem do kolejnych obozów pracy – zmarł w 1944 r. w Mauthausen.

Getto opuścili Aleksander Landau z żoną i synem. Hersz Wasser został ujęty przez Niemców i wysłany do obozu pracy w Trawnikach, ale uciekł z transportu i ukrył się wraz z żoną w Warszawie. Już wcześniej na stronę „aryjską” przedostali się Emanuel Ringelblum z żoną i synem. Tuż przed wybuchem powstania Ringelblum wrócił jednak na teren getta. „Wybuch powstania 19 kwietnia zastał Ringelbluma w szopie Brauera na Nalewkach 32, dokąd być może poszedł, żeby porozmawiać z zatrudnionym tam Menachemem Konem. Uwięziony w płonącym getcie nie mógł wró­cić do Jehudis i Uriego”[4] – pisze Samuel D. Kassow. Został złapany przez Niemców i wysłany do obozu pracy w Trawnikach koło Lublina, skąd uwolnili go w sierpniu Teodor Pajewski i Róża (Szoszana) Kossower z pomocą Adolfa Bermana.

Członkowie grupy Oneg Szabat: od lewego górnej rogu – Izrael Lichtensztajn i Gela Seksztajn (zbiory Ruth Lahav), Eliasz Gutkowski, Eliezer Lipe Bloch, Hersz Wasser, Szmuel Winter.

Płonące getto warszawskie / Zbiory ŻIH

19 kwietnia Ringelblum widział flagi – biało-czerwoną i biało-niebieską – wywieszone przez żołnierzy ŻZW na placu Muranowskim:

Z czwartego piętra Nalewek nr 32 byłem naocznym świadkiem takiej walki na ul. Muranowskiej w poniedziałek 19 kwietnia, w godzinach popołudniowych. Trofea w postaci tych sztandarów Niemcy pokazywali z dumą w Komendzie Służby Porządkowej i szczycili się ich zdobyciem. Bojowcy ostrzeliwali przechodzące oddziały SS i Ukraińców (np. z domu przy ul. Leszno nr 76, gdzie mieścił się szop K.G. Schultza). Strzelano do Niemców i hajdamaków z rewolwerów i karabinów maszynowych, obrzucano wroga granatami ręcznymi i bombami. [5]

Wybuchła akcja kwietniowa. Ulicami getta krążyły w nocy z niedzieli na poniedziałek (z 17 na 18 kwietnia) patrole OB, wzywając ludność do ukrycia się w schronach. Rozpoczęła się walka beznadziejna. Na ulicach getta ukazała się sześciotysięczna armia niemiecka, uzbrojona w nowoczesną broń zmotoryzowaną. Przeciwko tej nowoczesnej armii wystąpiła garstka, uzbrojonych w rewolwery i to nie najlepszego gatunku, straceńców, garstka młodzieży najlepszej, najszlachetniejszej, świadomej czekającej jej zagłady. [6]

Nie myśleli, jak przeżyć wojnę, nie za opatrywali się w aryjskie dokumenty, nie mieli mieszkań po tamtej stronie. Ich jedyną troską była myśl o jak najgodniejszej, najbardziej honorowej śmierci, jak przystało na stary naród o historii mającej kilka tysięcy lat. [7]

Autor:
Przemysław Batorski
Przypisy:
[1] Archiwum Ringelbluma, t. 29A, Pisma Emanuela Ringelbluma z bunkra, oprac. Eleonora Bergman, Tadeusz Epsztein, Magdalena Siek, Wydawnictwo Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2018, s. 86.
[2] Tamże, s. 87.
[3] Tamże, s. 86.
[4] Samuel D. Kassow, Kto napisze naszą historię? Ukryte Archiwum Emanuela Ringelbluma, tłum. Grażyna Waluga, Olga Zienkiewicz, Wydawnictwo Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2018, s. 592.
[5] Archiwum Ringelbluma, op. cit., p. 88.
[6] Tamże.
[7] Tamże, s. 171.