22 lipca 1942

22 lipca 1942 roku to jedna z najtragiczniejszych dat w historii mieszkańców stolicy. Niemcy rozpoczęli deportację mieszkańców warszawskiego getta do Treblinki. Trwająca niespełna dwa miesiące brutalna akcja likwidacyjna doprowadziła do śmierci ponad 300 tysięcy Żydów z Warszawy i okolic. Dzięki Archiwum Ringelbluma wiemy, w jaki sposób przebiegała akcja, co myśleli i czuli mieszkańcy dzielnicy żydowskiej.

Inicjatorem praktycznego akcji przystąpienia do masowego uśmiercania żydowskich mieszkańców Generalnej Guberni był SS-Brigadeführer i generał major policji Odilo Globocnik, dowódca SS i policji w dystrykcie lubelskim. Miał to być pierwszy etap masowych przesiedleń w dystrykcie prowadzących do jego całkowitej germanizacji. Projekt Globocnika w połowie października 1941 roku uzyskał akceptację Reichsführera SS Heinricha Himmlera i zapewne samego Adolfa Hitlera. Kilka dni później, podczas konferencji władz dystryktu z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem 17 października 1941 r. w Lublinie, zapadły ostateczne ustalenia organizacyjno-techniczne, choć już 13 października Himmler powierzył Globocnikowi zadanie budowy pierwszego ośrodka masowej zagłady w Bełżcu. O budowie dwóch następnych obozów śmierci w Sobiborze i Treblince zadecydowano podczas berlińskiej konferencji przy ul. Großer Wannsee 56/58 w dniu 20 stycznia 1942 r. Zadekretowano, że zostanie zamordowanych dwa miliony trzysta tysięcy żydowskich mieszkańców pięciu dystryktów Generalnej Guberni (już w trakcie trwania „akcji” objęto nią Żydów z Okręgu Białystok).

Pierwszy obóz śmierci w Bełżcu zaczął działać 17 marca 1942 r. Zaczęto od uśmiercania Żydów lubelskich, w następnych dniach ofiarami komór gazowych padli żydowscy mieszkańcy Lwowa. W Sobiborze mordowano Żydów od początków maja, a w Treblince od 23 lipca. Szacuje się, że łącznie w trzech obozach zamordowano prawie półtora milionów Żydów i kilka tysięcy Cyganów, dowiezionych w 413 transportach.

W Treblince zginęło co najmniej 850 tys. osób, w tym około 300 tys. Żydów z Warszawy. Obóz funkcjonował do 2 sierpnia 1943 r., w którym to dniu wybuchło powstanie, a kilkuset więźniom udało się zbiec. W Sobiborze zginęło około 130 tys. Żydów, w tym 85 tys. z zagranicy, a 14 października 1943 r. udało się w wyniku podjętego powstania uciec części ostatniej grupy więźniów. Z Bełżca udało się wydostać zaledwie jednej osobie, zamordowano tu prawie pół miliona Żydów.

Zgodnie ze sprawozdaniem Odilo Globocnika z 5 stycznia 1944 r. Akcja Reinhardt trwała do 17 października 1943 r. W jej trakcie zamordowano 70% żydowskich mieszkańców Generalnej Guberni, Okręgu Białystok i polskich terytoriów włączonych do Rzeszy. Pozostałych zamordowano przed akcją lub po niej. [1]

Dzięki powołanej przez Emanuela Ringelbluma grupie Oneg Szabat, która dokumentowała życie i zagładę getta, wiemy nie tylko, w jaki sposób przebiegał pierwszy dzień akcji likwidacyjnej, ale również możemy się dowiedzieć o reakcjach, emocjach, indywidualnych tragediach mieszkańców getta. Autorzy poszczególnych relacji wielokrotnie opisują dzień 22 lipca z kilkudniowym, czasem kilkutygodniowym, opóźnieniem — opatrując relację komentarzem, mając już w pełni świadomość, czego byli świadkami (Emanuel Ringelblum, Gustawa Jarecka, Jechiel Górny, Lejzor Czarnobroda). Niektóre opisy są tworzone na bieżąco — w tym przypadku autorzy koncentrują się na opisie konkretnych epizodów. Kilka dzienników urywa się w lipcu, m.in. Dziennik z getta warszawskiego Eliasza Gutkowskiego (21 VII 1942 r.), czy zapiski S. Szajnkindera (9 lipca 1942 r.), co samo w sobie jest najtragiczniejszym świadectwem tych wydarzeń.

Relacje z dnia 22 lipca 1942 r. zachowane w Archiwum Ringelbluma

Abraham Lewin, Dziennik

Środa, [22 lipca 1942], tu przeddzień Tisza be-Aw:

Dzień trwogi i niepokoju. Wiadomość o mającym nastąpić wysiedleniu obiega miasto lotem błyskawicy. Żydowska część Warszawy nagle zamarła. Sklepy są zamknięte, Żydzi są zatroskani i śmiertelnie przerażeni. Z żydowskich ulic wieje strachem. Panuje niewysłowiony smutek. W wielu miejscach są zabici. W obliczu powszechnego, strasznego nieszczęścia nie liczy się już ofiar, nie wymienia się ich nazwisk. Wysiedlenie ma się rozpocząć jeszcze dziś. Na pierwszy ogień pójdą punkty [dla uchodźców] i więzienie. Mówi się również o ewakuacji szpitala. Łapią nieszczęsne dzieci na wozy. Myślę o mojej matce staruszce… może byłoby lepiej raczej ją uśpić aniżeli wydać zbrodniarzom.

Jechiel Górny, Dziennik

22 VII 1942 r. (relacja spisana w dniu 22 lipca)

Na niemieckiej placówce po drugiej stronie ulicy Stawki nie przyszedł do pracy szef niemiecki inżynier. Jego [zastępca], volksdeutsch (a może właściwie Polak), wyjaśnił swoim robotnikom po polsku: „Dzisiaj starego (szefa) nie będzie. To dla nich (Niemców) ciężki dzień”. (…) Zgodnie z zarządzeniami władzy, do jutra do godziny 4 po południu ma zostać wyczyszczona część żydowskiego szpitala na ulicy Stawki, mianowicie domy o numerach 6–8.

22 VIII 1942 r. (relacja spisana w dniu 30 września 1942 r.)

6 rano. Przez ulice maszerują kolumny żydowskiej policji. Wyglądają tak, jakby szli wykonać jakąś świętą pracę. Godzinę lub 2 później na ulicach pojawiają się pierwsze fury z Żydami zabranymi z punktów. Ich twarze są zrozpaczone, maluje się na nich bolesny strach, z oczu wyczytać można pytanie: „Dokąd idziemy? W czyje ręce nas wysyłają?”. Kobiety płaczą, dzieci wołają jeść, strach przejmuje tego, który się przygląda. Akcja trwa cały dzień. Wyprowadzani są mieszkańcy prawie wszystkich punktów i na furach pilnowanych przez żydowską policję odwożeni na „Umschlagplatz”. Stamtąd, ściśnięci jak śledzie w wagonach, zostają wysłani w nieznaną drogę (według informacji Judenratu) na Kresy. Pierwszego dnia wysłano 4000 Żydów.

Dawid Graber, Kilka wrażeń i wspomnień (20 lipca – 3 sierpnia 1942)

Jakie straszne obrazy rozgrywały się przy łapaniu ludzi, wszyscy płakali, matki za dziećmi, dzieci za ojcami. I tak rwało za serce, że aż krew tryskała. Ludzie biegali po ulicach pełni strachu, z wytrzeszczonymi oczami, rzucając spojrzenia na wszystkie strony, nerwy napięte do granic możliwości, a nad wszystkim [unosił się] zachrypnięty i bezlitosny krzyk.

Nachum Grzywacz, Dziennik (20.07 – 3.08.1942 r.)

Przesiedlenie odbywało się w bardzo szybkim tempie, po 7 tysięcy dziennie. Ludzi, z ich 15 kg bagażu, widziano na furach – rozpaczających, krzyczących: „Powiedzcie mojej mamie, że odjeżdżam, nie wiadomo dokąd…”. (…) Około 5 wieczorem wykonano plan. Dotarły już pierwsze wiadomości, że wszyscy chorzy, starzy i dzieci, już na wpół martwi, zostali zastrzeleni na placu. W zamkniętych wagonach odjechał pierwszy transport…

Lejzor Czarnobroda, Relacja z likwidacji getta warszawskiego i dziennik (22.07. – 2.09.1942 r.)

Wiem, że to, co piszę – dalekie będzie od pełnego obrazu potworności, nie spotykanej w dziejach ludzkości. Nawet w przybliżeniu nie sposób oddać cierpień i mąk ukrzyżowanego narodu, ociekającego krwią zamordowanych setek tysięcy. Trudno mi zebrać wspomnienia! Już 6. tydzień trwa ohydna kaźnia. Dziś 28 sierpnia. Zaczęło się 22 lipca. Dlaczego nie płaczemy? Dlaczego nie zdzieramy szat? Lada chwila czeka nas ten sam okrutny los, jaki spotkał nasze rodziny, matki, ojcowie, siostry, bracia zagazowani i zamęczeni w katowniach. Nie możemy płakać, nie potrafimy wycisnąć z oczu ni jednej łzy!

Płakać potrafi człowiek! Płacze się przed kimś. My ludźmi przestaliśmy być! Jesteśmy bólem, męką, krwawym cieniem zamordowanych, bliskich i przyjaciół. Jakbym mógł, to bym otworzył żyły, namaczał pióro we własnej krwi i pisał te słowa, bo krwią ociekają kartki naszej historii, historii pogromów i rzezi. Ale tu koniec, tu kres. Może nieważne jest dla historii, z perspektywy wieków, czy w Europie będą Żydzi, czy też nie. Ale cywilizacja dziesiątków wieków wydała na siebie samą wyrok, wszelkie ideały, frazy, w imię których walczyła i ginęła ludzkość, nikną i maleją wobec nieprawdopodobnych cierpień naszych. Nie znamy, co to sprawiedliwość. Nie znamy, co to prawda. Nie znamy, co to litość. Wróg przeklęty wydarł z naszych piersi wszelkie uczucia. Oszaleli z bólu patrzyliśmy, jak zabierano nasze rodziny. Wyciągały do nas ramiona, błagały i przeklinały, prosiły o śmierć przy nas, żeby razem zginąć, by nasz dom stał się wspólnym naszym grobowcem. Rozdarto nas.

22 lipca [1942 r.]

Od kilku dni przebąkiwano tu i ówdzie o okrutnym wyroku, jaki wydał wróg na nas, i że zbliża się godzina jego wykonania. Od szeregu tygodni trwały rozstrzeliwania. Niepokój wzrasta. (…) Z całą premedytacją, konsekwentnie przygotował wróg ostateczną rozprawę. Z każdym dniem zbliżaliśmy się do egzekucji. (…) Dopiero niedawno radio angielskie podało audycję na cały świat o potwornościach dokonanych przez zbójów niemieckich na Żydach w krajach podbitych. Dla nas – skazanych więźniów – była to otucha. Jednak wiedzą, pamiętają o nas. (…) Próżne były nasze oczekiwania. W godzinach popołudniowych ukazały się porozlepiane na murach obwieszczenia podpisane przez Radę Żydowską, że z rozkazu władz wszyscy Żydzi niezatrudnieni w fabrykach niemieckich lub w instytucjach gminnych zostaną wysiedleni na wschód.

Gustawa Jarecka, Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć

Zgodnie z zapowiedzią akcja przesiedleńcza rozpoczęła się tego samego dnia. Na pierwsze transporty przeznaczono schroniska dla uchodźców, tzw. punkty. Byli tam uchodźcy ze wszystkich dotychczasowych przesiedleń na terenie Generalnej Guberni, w spadającej ciągle liczebności, bo punkty wykazywały olbrzymi odsetek śmiertelności i stanowiły prawdziwe punkty szczytowe niedoli ludzkiej w dzielnicy żydowskiej. Ludzie stąd mieli już za sobą mękę bezdomności, tyfus plamisty, żyli w ostatecznej nędzy, na najniższym szczeblu bytowania, jaki wytworzyła bezsilna i niedołężna opieka społeczna. Od nich zaczęto wysiedlenie. Nieliczni tylko zorientowali się w porę i uciekli, resztę zabrano. Zwlekano chorych, starców i najrozpaczliwsze, małe dzieci. Nie ulegało wątpliwości, że szli na zagładę. Jaki „Wschód” miał ich przygarnąć i łożyć na nich, kto mógł się łudzić, że są przeznaczeni na coś innego niż na śmierć, że zapadł niesłychany w dziejach wyrok, skazujący ludność cywilną na wymordowanie bez przyczyny, po prostu dla regulacji liczebności według własnego widzimisię. Można było powiedzieć, że tutaj na miejscu byli również skazani na śmierć, ale istniały szanse, niewielkie wprawdzie, lecz jakże istotne szanse nadziei, że się komuś uda przetrwać. Teraz szedł w drogę ten nędzny pochód, ugniatany byle jak na wozach, rozbrzmiewający jękiem chorych, rozpaczliwymi krzykami dorosłych i płaczem dzieci. Mogliby nieść przed sobą transparent z napisem z dantejskiego piekła: porzućcie wszelką nadzieję. Najbardziej zdumiewające pozostaje to, że nie wszyscy jeszcze rozumieli powagę sytuacji. Mówili: „Tak, oczywiście punkty…” i zgadzali się na ich zgubę. Oznaczało to akceptowanie własnej.

Rachela Auerbach

26 VII 1942 (ostatni i jedyny fragment „Dziennika” napisany po rozpoczęciu akcji likwidacyjnej)

To już zaczął się piąty dzień. Szatan […] może sam szatan płacze. Szatana, jak Boga, wymyślił człowiek. Ale to, co oni teraz robią, wymyślić [mógł] wedle wyłącznie niemieckiego wyrażenia Unmensch-Unteufel (niem. Nie-człowiek, nie diabeł).

26 VII 1942 (Testament)

26 VII 1942 oddaję tę nieskończoną pracę do archiwum. Piąty dzień akcji. Takie okropieństwa zdarzały się już może w żydowskiej historii, ale hańby takiej jeszcze nie było. Żydzi jako narzędzia. Chcę pozostać przy życiu, jestem gotowa całować buty najpospolitszego chama, aby tylko dożyć chwili ZEMSTY.

Emanuel Ringelblum, Kronika getta warszawskiego

(„Kronika getta warszawskiego” urywa się w czerwcu 1942 r. – kolejne zapiski Ringelblum dodawał już po wypadkach 22 lipca)

Umschlagplatz. Bohaterskie siostry [szpitalne] – jedyne, które ratowały bez pieniędzy, Szmerling – oprawca z biczem. Sceny ładowania do wagonów. Gorliwość policji żydowskiej. Odrywanie rodziców od dzieci, żon od mężów, rabin Kanał, Lubliner. Rozstrzeliwanie na placu tych, którzy nocą próbowali zbiec przez otwory w murach. Oswobadzanie w przebraniu lekarzy, sióstr szpitalnych. Kitle lekarskie uratowały setki inteligentów, urzędników KOM (Komitet Opiekuńczy Miejski). Gmina – Remba na placu. Wielka fabryka. (…) Tragedia złapanych dwu, trzy i pięciokrotnie. Matka nie chciała pójść bez dziecka. Ojciec nie chciał pójść bez żony itd. A potem wszyscy poszli do wagonu. Ze względu na dzieci setki rodzin poszło na Umschlag.

Adam Czerniaków, Dziennik getta warszawskiego

22 VII 42

Rano o 7.30 w Gminie. Granice małego ghetta obstawione specjalną formacją poza normalną. O godzinie 10-ej zjawili się Sturmbahnfuhrer Hoefle z towarzyszami. Telefony wyłączyliśmy. Dzieci usunięto z przeciwległego ogródka. Oświadczono nam, że z pewnymi wyjątkami mają Żydzi, bez różnicy płci i wieku, być wysiedleni na wschód. Dziś do godziny 4 pp. ma być dostarczonych 6000 ludzi. I tak będzie (najmniej) codziennie. Polecono opróżnić dom Żelazna 103 na potrzeby funkcjonariuszy niemieckich, którzy przeprowadzają wysiedlenie. Meble zatrzymano. Ponieważ urzędnicy Rady z żonami i dziećmi są wolni od wysyłki, poprosiłem o dołączenie do tego urzędników JSS, Związku Rzemieślników, śmieciarzy etc., na co uzyskałem zgodę. (…) Lejkin polecił mi zakomunikować po obiedzie, że podobno do auta policji rzucono szkło. Zagrożono nam, że jeżeli to jeszcze raz się powtórzy, zakładnicy nasi zostaną rozstrzelani. Najtragiczniejszy problem to problemat dzieci w sierocińcach etc. Poruszyłem go – może się uda coś zrobić. (…) Sturmbahnfuhrer Hoefle poprosił mnie do gabinetu i oświadczył, że żona moja na razie jest wolna, ale jeżeli wysiedlenie się nie uda pierwsza będzie jako zakładnik rozstrzelana.

Dzień później, 23 lipca, ok. godziny 16.00 Adam Czerniaków odebrał sobie życie. Otruł się cyjankiem potasu w swoim gabinecie w Gminie. Na stole znaleziono krótki list do żony: „Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci mego narodu. Nie pozostaje mi nic innego, jak umrzeć”.

Źródła:
[1] W pierwszej części artykuły wykorzystano fragment artykułu prof. Andrzeja Żbikowskiego, Geneza i przebieg akcji Reinhardt”, http://www.jhi.pl/blog/2017–07–04-geneza-i-przebieg-akcji-reinhardt
Archiwum Ringelbluma. Dzienniki z getta warszawskiego, tom 23, opr. Katarzyna Person, Zofia Trębacz, Michał Trębacz, Wyd. Uniwersytetu Warszawskiego, Warszaw 2015.
Gustawa Jarecka, Ostatnim etapem przesiedlenia jest śmierć, Wyd. ŻIH, Warszawa 2017.
Adama Czerniakowa dziennik getta warszawskiego (6 IX 1939 — 23 VII 1942), opracowanie i przypisy Marian Fuks, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1983.